czwartek, 30 stycznia 2014

Eventy i lęki

Co jakiś czas dostaję zaproszenia na różne eventy.
Na każdym chciałabym być. Jednak nie zawsze mogę.
Powody są różne. Czasem z braku czasu, braku funduszy, sprawy rodzinne...
Nie posiadam jeszcze prywatnego odrzutowca, co utrudnia bardziej sprawę :/
Jednak co jakiś czas zdarzają się imprezy, na których muszę wręcz być! :D





Jedną z nich był event w ML Clubie w Olsztynie (link)

Organizatorami i prowokatorami byli:

Lidia Piechota - lidiapiechota.pl - extremama
wraz z Hangloose Centrum Ekstremalnych Sportów Wodnych i Rekreacji

Oj działo się. Z nimi nie da rady się nudzić. Były tańce, była zabawa, sporty wodne...
Dla dużego i małego... coś dla każdego!




Wcześniej unikałam takich interakcji, gdyż (chociaż wydawało by się, że jest inaczej) jestem nieśmiała.
Codziennie się z tym borykam. Każdego dnia rzucam sobie wyzwania i udaję, że się nie boję.
Jednak tak naprawdę nadal jestem tą małą Natalką z przedszkola, która opowiadając wierszyk skręcała
w rączkach rogi spódniczki z pod denerwowania.
Największym plusem i sposobem zwalczania owej dolegliwości okazały się właśnie takie eventy.
Na nich zawsze jest sporo maluchów. Każdy z nich to chodząca bomba zegarowa.
Nigdy nie wiesz kiedy wybuchnie. W jednej minucie mogą się cieszyć, płakać, krzyczeć, skakać...
Do każdego brząca przypisana jest odpowiednia ilość rodziców/opiekunów,
którzy w niesamowity sposób radzą sobie z ich nadpobudliwością i zmiennością nastrojów.
Czasem wręcz nie mogę wyjść z podziwu
- jak oni to robią! o_O Coś niesamowitego :)

Pomijam fakt, że przez 2dni zanim dojdzie do eventu, nie śpię, nie jem, nie odpoczywam...
Zagryzam paznokcie, maluję poduszki, dorabiam kubeczki - bo może być więcej !!!
Jestem kłębkiem nerwów.
W momencie, gdy już tam jestem i porozkładam swoje zabawki...
siadam i ogarnia mnie błogość.
Cudowny stan. Nawet nie wiem do czego to porównać.
Chwile gdy dzieciaki bawią się pluszakami, gdy zabierają je do zabawy...
To jest moje - moja chwila, mój czas na naładowanie energii i na bycie znów dzieckiem.

Oczywiście z drugiej strony podczas takich imprez mam możliwość do zapoznania się
z opinią tych maluchów i ich rodziców. A to nie jest łatwa publika.
Maluchy bez problemu mogą powiedzieć ci całą prawdę... bez owijania w bawełnę.
Nie licz na cukier puder!
Tego nie da się zaaranżować, przewidzieć, a tym bardziej uchronić :D
Ludzie czasem zadają mi pytanie, czemu to robię.

Czemu?
  • bo lubię,
  • bo chcę,
  • bo jest kolorowe,
  • bo nie umiem się nudzić
  • bo fajnie jest przerzucić coś z komputera i ożywić,
... bo uwielbiam te maluchy :)
i tyle ;)



p.s. dziękuję Karolince z Karolibu (link) i jej synkowi ;)







6 komentarzy:

  1. Bo radość dzieci i ten uśmiech ją wyrażający jest taki szczery i taki prawdziwy że motywuje i ładuje akumulatory :) Dlatego właśnie lubimy tu zaglądać ja lubię kombinować co jeszcze wybrać dla moich chłopaków, bo to w jaki sposób oni reagują na kolorowe zwierzątka, alfabet, wyliczanki to jest niesamowite:) Oczyska (brązowe i niebieskie) świecą się z zainteresowania, usteczka układają się w pięknego banana i zaczyna się pokazywanie palcem, nazywanie wszystkiego po swojemu, domaganie się nazwania danego zwierzątka i literki a także próby powtarzania usłyszanych słów. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że to co pani robi, Pani pasja, naprawdę barwi szare codzienne dni na wszelkie kolory tęczy i wyzwala u tych najmniejszych chęć poznawania i niesamowity rozwój :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jaka mam słabość dla tych maluchów, tych bliźniaków :D :D nawet wczoraj opowiadałam znów o nich ;P chyba sama sobie sprawię ;P

      Usuń
  2. Fajnie, jeździj jak najwięcej:)

    OdpowiedzUsuń