maluję paznokcie, maluję włosy, nawet zaczęłam malować przybory w pracy. Złapałam się na tym, że chciałam już kupować hetrolitry farb, sprejów... i zacząć malować wszystko czego moje łapki sięgną.
Mój stan był tak mocno krytyczny, że nasz rudzielec Pan Tymon wydawał mi się za mało RUDY!
Nadeszła niedziela, istne lenistwo. I gdy już zaczęłam robić zapiski, co trzeba zrobić w nadchodzącym tygodniu... zapatrzyłam się na chwilkę w pusty punkt i gdy już straciłam całkowicie ostrość w oczach...
zobaczyłam, że na moim parapecie jest paleta kolorów :)
I tak zamiast patrzeć przestrzennie, zaczęłam patrzeć punktowo.... :)
- skupiać się na jednej rzeczy, na jednej myśli, na jednym oddechu...
Nie wiem nawet kiedy z minuty powstała godzina...
a ja zatonęłam w rzece kolorów mojego pokoju :)
